Stosowanie mikrowłókien zagęszczających włosy to niezły sposób na maskowanie przerzedzeń. O wadach i zaletach opowiem Ci z perspektywy osoby, która stosowała mikrowłókna 12 lat, zanim podjęła decyzję o przejściu na system włosów.
Kiedy zacząłem tracić włosy najprostszym sposobem na "uzupełnienie" ubytków okazały się mikrowłókna. Używałem marek Topik, Glovis, HairFor2 i innych. Wystarczyło posypać głowę i spryskać włosy lakierem utrwalającym. Prosta aplikacja i natychmiastowy efekt - mówiąc kolokwialnie - robiły robotę.
Problem w tym, że mikrowłokna wymagają pewnej ilości włosów, aby mieć się do czego doczepić. Im większe przerzedzenia tym bardziej mizerny efekt - włókna opadają na skórę głowy i tworzą efekt brudnej czaszki.
Wtedy odkryłem kolejny świetny (choć dość drogi) produkt, jakim był lakier barwiąco - zagęszczający z mikrowłoknami. Jeśli chcesz spróbować, to znajdziesz go na Allegro w cenie ok. 189 zł za 400ml.
Odetchnąłem z ulgą, ponieważ w połączeniu z tradycyjnymi mikrowłóknami efekt końcowy znowu zaczął być zadowalający.
Niestety - problem wypadających włósów cały czas postępował. Ale ponieważ "jestę inżynierę", nie zniechęcałem się i próbowałem wymyślać kolejne metody na bujny fryz.
I odkryłem! Do wszystkiego co powyższe, dorzuciłem jeszcze suchy szampon, który nadawał obiętości. Niestety - siwił włosy. No więc co? Kolejna warstwa mikrowłókien w sprayu i voila! Wszystko działa i nawet nieźle wygląda.
Porażka pod żarówką
Padające na tył głowy mocne światło potrafi kompletnie obnażyć ten sposób maskowania przerzedzeń. Kiedy pewnego dnia zobaczyłem na zdjęciu jak wygląda mój z pozoru gęsty, poddany rygorystycznej kontroli jakości w świetle łazienkowym fryz - oniemiałem. Facepalm i zażenowanie.
Zresztą, sprawdź sam - weź telefon, włącz latarkę, skieruj światło na tył głowy i obejrzyj się w lustrze. Kiepsko.
Wiecznie brudna poduszka
Kto korzysta z mikrowłókien na codzień wie, że teoretycznie powinno się zmywać je codziennie i nakładać ponownie dopiero rano.
Codziennie, przez 12 lat? Sorry - mnie się nie chciało. Zresztą - nie zawsze była ku temu sposobność.
Dlatego nikogo nie zdziwi gdy powiem, że moja poduszka była wiecznie utytłana czarnym nalotem, niedopieralnym na dłuższą skalę.
Nie mówiąc już o fakcie, że w pewnej chwili olśniło mnie, że pewnie wciągam to wszystko przez sen nosem do płuc. K*a mać!
Dość, wystarczy, boję się. Czapka.
W tym mniej więcej czasie postanowiłem, że będę stosował mikrowłókna tylko od czasu do czasu. Wesele, imprezy rodzinne, wizyta w urzędzie. Pracowałem zdalnie, więc chociaż tyle miałem w tej kwestii "luzu", że nie musiałem stroić się do biura. A na codzień - czapka. Czapka, czapka, czapka. Więzień czapki.
O paranoi związanej z noszeniem czapki praktycznie wszędzie i paniką, która mnie nawiedzała, gdy czapki nosić nie mogłem, możesz przeczytać tutaj.
Basen? Bez nurkowania. Spocić się? Kapa. Mocne światło? Tragedia.
I co teraz?
Mówiąc uczciwie, gdyby nie postępujące łysienie pewnie nadal korzystałbym z mikrowłókien. Bo są świetne dla lekko-łysiejących facetów. I oczywiście pań. Szybkie, wygodne, względnie tanie.
Czy w takim razie my, zaawansowani Norwoodowcy mamy przekichane?
Nie! Zalecenia sformułowałbym w następujacej tabeli:
Norwood | Rozwiązanie | Leki |
---|---|---|
1-3 | Mikrowłókna | Tak |
3-4 | Przeszczep | Tak |
5-7 | System włosów | Nie |
O skali Norwooda poczytasz na Wikipedii.
Przeszczep - o tym muszę wspomnieć.
Po drodze miałem jeszcze przygodę z transpantacją włosów i również mogę polecić to rozwiązanie. Bo choć jest koszmarnie drogie, bolesne, zostawia blizny i nie zatrzymuje wypadania pozostałych włosów, to daje świetny efekt jeśli włosy skończyły Ci już wypadać.
W klinice, do której pojechałem, powiedzieli mi, że świetnie nadaję się na zabieg. G*o prawda - niestety.
Jeśli Twoj docelowy stan to Norwood 6/7 wówczas spodziewaj się, że skończysz z łysą głową i gdzie-niegdzie występującymi wyspami przeszczepionych włosów.
Chcesz wiedzieć, jak to wygląda? Kojarzysz tę lalkę-pająka z Toy Story? No właśnie. W sensie - dużo lepiej, ale wciąż...
I tak kończy się przygoda Łyska
Ostatecznie zdecydowałem się na system włosów. Nie ma tu porównania do innych metod. Opcja bezbolesna i odwracalna a efekt natychmiastowy i bijący na głowę wszystkie inne rozwiązania.
Wymaga natomiast odpowiedniej pielęgnacji i wprawy w zakładaniu. Mimo, że obecnie robię to "z palcem w bułce z masłem", to przyznam, że pierwszy raz był dla mnie tragiczny.
Na reinstalację i odświeżenie musisz poświęcić te kilka godzin w miesiącu. Natomiast jak już założysz system - momentalnie zapominasz, że masz go na głowie i przez tydzień/dwa niczym się nie przejmujesz.
Ale to już historia na inny artykuł.
Jeżeli dotarłeś do końca - dzięki za poświęcony czas. Niezależnie od tego, jaką metodę walki wybierasz - trzymaj się mocno, kolego! Bądźmy szczęśliwi i nie-łysi!